"Potrzebna będzie rzetelna oraz odpowiednia w treści i formie kampania, przy równoczesnym wprowadzaniu do szkół (podstawowych i średnich) i uczelni wyższych (zwłaszcza technicznych i medycznych) programów oświatowych przekazujących wiedzę na temat bezpieczeństwa, ekonomiki i aspektów środowiskowych energetyki atomowej."
Jak dokładnie ma wyglądać przekonywanie społeczeństwa? - tego nie wiadomo. Jeden z dzienników sugeruje, że potrzebna będzie fikcyjna postać na miarę Homera Simpsona. Popularny ojciec kreskówkowych Simpsonów na początku nazywał się Max Power - pewnie z racji tego, że jego miejsce pracy to elektrownia atomowa "Springfield". Taki scenariusz jest marzeniem Hanny Trojanowskiej. "Marzy mi się, by dyskusja o elektrowni jądrowej znalazła miejsce w popularnym serialu" - powiedziała pełnomocnik rządu ds. energetyki jądrowej. Marzenia są jednak szersze i łączą się z wizją Donalda Tuska, który rok temu namawiał emigrantów do powrotu. "Gdyby np. bohaterem był stypendysta wracający do kraju po stażu w elektrowni atomowej na Zachodzie..." - dodaje Trojanowska.
Wyobrażenia o kampanii ocierają się o wprowadzenie jej do popularnych seriali telewizyjnych. Jeśli tak, to powstaje pytanie - czy jest to etyczne? Czy równie dużo miejsca dla głosów popierających energię atomową będzie przyznane sceptykom tego typu energii i w jaki sposób zostanie to przedstawione przez scenarzystę? Pytań jest więcej. Czy telewizja publiczna produkując seriale i filmy musi wydawać pieniądze na promocję jakichś działań rządu? A może rząd wykorzystując TVP wyprodukuje swój własny serial, specjalnie na potrzeby tej atomowej kampanii? Czy podatnicy nie będą czuli się oszukani, że ich pieniądze wydawane są niezgodnie z ich przekonaniami, bo przecież przeciwników budowy elektrowni jądrowej wciąż jest dużo, a zwolenników przybywa niewielu.
Według analiz z marca ("Więcej zwolenników elektrowni jądrowej") "TAK" dla atomówek powiedziało 58%. Jednak biorąc pod uwagę głosy mieszkańców gmin, na terenie których mogą powstać siłownie jądrowe wyniki są inne. Na pytanie o odległość lokalizacji elektrowni od ich domostw TAK dla bezpośredniego sąsiedztwa powiedziało zaledwie 6% respondentów (przeczytaj: "Wyniki atomowej ankiety w Koninie").
Na koniec zadajmy pytanie o czas. Skoro głosy o kampanii promującej atom słychać od kilkunastu miesięcy, a z ich realizacją nic się nie dzieje, to dlaczego nagle plany jej początku dotyczą przyszłego roku? Czyżby Donald Tusk postanowił wykorzystać rząd do kampanii prezydenckiej 2010?
elektrownieatomowe.info / NR

