Prof. dr hab. inż. Janusz Lewandowski kieruje Instytutem Techniki Cieplnej na Wydziale Mechanicznym Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej. Jednocześnie przewodniczy Stołecznemu Zespołowi Doradców współpracującemu z pełnmocnikiem rządu ds. energii jądrowej. Karierę naukową rozpoczął uzyskaniem tytułu magistra inżyniera w roku 1971 (prawie 40 lat temu!). Podkreśla, że projekt rozwoju energii atomowej w Polsce jest wyzwaniem dla szeregu inżynierów z wielu dziedzin nauki.
Ostatnie wypowiedzi profesora zdają się przeczyć logice i bezpieczeństwu. Planowane jest uruchomienie studiów, których absolwenci mają znaleźć pracę w rodzimym przemyśle energetycznym związanym z atomem. Ale kto ma ich edukować? Otóż na półroczne kształcenie przyszłych nauczycieli akademickich wysłano do Francji grupę 20 osób. To właśnie oni mają stać się podstawą projektu nauczania polskich kadr.
Studia dotyczące energetyki jądrowej mają być dostępne na kilku polskich uczelniach. Liczba, o której się mówi waha się od 3 do 5 jednostek naukowych. Zatem wykształceni we Francji specjaliści w liczbie 20 podzieleni zostaną na ok. 5 ośrodków, co daje 4 wykładowców na uczelnię. Czy jest to dużo, czy mało oceńcie sami. Wątpliwości może natomiast budzić czas ich edukacji. Powstaje pytanie, czy te 20 osób w ciągu zaledwie pół roku stanie się ekspertami w dziedzinie atomistyki? Ekspertami mającymi doświadczenie praktyczne, wiedzę teoretyczną i zwykłe obycie podczas pracy w elektrowni atomowej. Półroczny staż nie jest chyba wystarczającym okresem, żeby móc tak twierdzić. Czy będziemy bezpieczni?
Profesor Lewandowski dodaje, że na europejskim rynku pracy brakuje inżynierów jądrowych. Według założeń roczna liczba absolwentów rodzimych ośrodków naukowych powinna osiągać poziom 80-100 osób. Czy to wystarczy, aby obsadzić polską energetykę jądrową specjalistami? A może zachęceni wysokimi zarobkami zaraz po studiach wyemigrują do pracy w szwedzkich, niemieckich i francuskich siłowniach?
elektrownieatomowe.info / NR

